Blog > Komentarze do wpisu
Na razie nic nie idzie po myśli archeologów

Pierwsze dni rewolty. Na Zamalku było spokojnie. Ludzie szli na plac Tahrir

Pierwsze dni rewolty. Na Zamalku było spokojnie. Ludzie szli na plac Tahrir

Wczoraj rozmawiałam z Kasią Błaszczyk, doktorantką z UJ, która miała być na trzymiesięcznym stypendium w Kairze a potem na wykopaliskach w Tell el-Farcha. Powiedziała mi, że do domu w Polsce wróciła już Ula Stępień - w niedzielę. W czwartek  wylecą do Polski czeskimi liniami także pani Kasia i pan Grzegorz Pryc.

Muzeum Ceramiki IslamskiejTo dlatego, że na razie nie mają co robić w Kairze. - Wszystkie instytuty i biblioteki, w których mieliśmy pracować i szukać materiałów do doktoratów są teraz pozamykane. A siedzenie w domu nie ma sensu - powiedziała mi Pani Kasia.

Dodała, że to tkwienie w czterech ścianach mieszkania na Zamalku robi się coraz trudniejsze. - Wychodzimy na krótko, po zakupy, i staramy się wrócić do domu przed 15, bo potem jest już godzina policyjna.

Ta godzina policyjna w wydaniu egipskim to wynalazek diabła. Nie wiadomo do końca, o której się zaczyna. Raz o 16, innym razem o 17 czy 18. Lepiej nie plątać się po ulicy tuż przed jej nadejściem.

Jeśli tylko możliwe będzie rozpoczęcie misji w Tell el-Farcha, doktoranci wrócą do Egiptu. - Na razie nie ma sensu tu siedzieć, pomijając fakt, że samo to poczucie braku swobody staje się coraz bardziej niefajne - dodaje Pani Kasia. Dziś na ulicach jest spokojniej. Protestujący skupili się na placu Tahrir. - Ale trudno wyczuć panującą tu atmosferę. Jednego dnia wszystko wydaje się wracać do normy, sklepy są otwarte, z domów wychodzą ludzie. Następnego - wszystko zamknięte. Ludzie powtarzają tylko niezmiennie od kilku dni, że to jest właśnie ten przełomowy dzień.

Na razie komórki w Kairze jako tako działają, internet też. - Można więc porozmawiać z rodziną czy przyjaciółmi i te wieczory już się tak nie wloką - relacjonuje Pani Kasia. - Wcześniej, kiedy internet nie działał i byłyśmy od wszystkiego, a zwłaszcza od jakichkolwiek informacji, odcięte, można było oszaleć. Rozmawiałyśmy, oglądałyśmy filmy w komputerze, ale ile można? Już nawet generalne porządki zrobiłyśmy, jak przed egzaminem, ale i to nie pomogło.

Życie w Kairze staje się trudne i z innych powodów. Mało, że brakuje niektórych artykułów (szczególnie chleba) i zwykłej swobody, to jeszcze pojawiają się problemy z pieniędzmi. Pani Kasia: - Brakuje ich w bankomatach, słyszałam, że banki wprowadziły nawet limit podczas wymiany walut na funty egipskie. Nie wiem, na ile to prawda, bo nie mieliśmy tego typu kłopotów. W pieniądze zaopatrzyliśmy się na samym początku w obawie, że takie trudności mogą nastąpić.

Pani Kasia w sumie cieszy się z powrotu do kraju. - Także dlatego, że rodziny przeżywają to, że tu jesteśmy. Ale bardzo się ucieszę, gdy trzeba będzie wracać na wykopaliska.

Nad załatwianiem formalności czuwają prof. Ciałowicz w Krakowie i dr Szafrański w Kairze.

To także widok z okna: Hotel Mariott (od lewej), gmach telewizji państwowej i Muzeum Ceramiki Islamskiej

Widok z okna mieszkania na Zamalku: Hotel Marriott (od lewej), gmach telewizji państwowej i Muzeum Ceramiki Islamskiej. Na zdjęciu wyżej: Muzeum Ceramiki Islamskiej

wtorek, 08 lutego 2011, joannagrabowska_net

Polecane wpisy