Ostatnie wpisy
Zakładki:
Galerie zdjęć Roberta Słabońskiego
Slajdy
Moje inne archeoblogi
Polecam
Fundator grantu badawczego:
Sponsorzy wykopalisk 2010:
|
niedziela, 17 kwietnia 2011
Wracają trochę szybciej niż planowali
Czas zdecydowanie za szybko płynie. Wykopaliska w Tell el-Farcha zakończyły się wcześniej niż to było zaplanowane. Wkrótce ekipa ściągnie do Polski. W każdym razie opuściła już Gazalę. Jest teraz w Kairze. Powód? Prosty. Okazało się, że bilety zostały przebukowane na wcześniejsze terminy, bo zmienił się rozkład lotów. - Dobrze się nam kopało w tym sezonie, lepiej niż w poprzednich latach - powiedział mi Piotr. - Nasi robotnicy byli bardziej chętni do pracy, bardziej zorganizowani. Widać, że po zmianach w kraju są bardziej optymistyczni. Cała ekipa jest solidnie zmęczona. - Przede wszystkim pogoda dokuczała - mówił Piotr. - Dopiero od dwóch-trzech dni jest gorąco, a wcześniej niemożliwie wiało, było zimno i padał deszcz. Poza tym pracowało się cieżko, bo i robotników było mniej niż zwykle, i ekipa z Polski także przecież okrojona. Z tego powodu nie został dokończony sondaż na komie wschodnim. Okazało się, że długo jeszcze trzeba by kopać, aby dojść do calca. Prace będą więc kontynuowane w przyszłym roku. A o tym, co przyniosły w tym sezonie mam nadzieję wkrótce napisać...
niedziela, 20 marca 2011
Na komie wschodnim sondaż robi się coraz ciekawszy
Trzeci tydzień trwa już krakowsko-poznańska misja w Tell el-Farcha. Trwają prace sondażowe na komie wschodnim. - Znaleźliśmy trzy ciekawe groby - opowiada Piotr. - Są głęboko. Zeszliśmy na ponad dwa metry i myśleliśmy, że nic już nie będzie, ale na szczęście pomyliliśmy się. Jesteśmy teraz na poziomie nadbudów. I będziemy kopać dalej. Robi się ciekawie.
Początek prac na komie wschodnim Powoli archeolodzy zabierają się także za kom zachodni. Na razie oczyszczają go z tego, co na nim wyrosło od poprzedniego sezonu. Prof. Ciałowicz jeszcze przed wyjazdem zapowiadał, że na komie zachodnim archeolodzy będą pracować w obrębie murów wyznaczających świątynię. - Priorytetem jest dojście do poziomu rezydencji nagadyjskiej, która jest bezpośrednio pod światynią. Piotr zauważył, że mimo kryzysu w Egipcie, mieszkańcy Gazali nie poddają się. Kilku z nich buduje domy na skraju wioski. W pobliżu komu wschodniego i zachodniego. - Nadzorujemy więc także dziury kopane pod fundamenty – mówi Piotr. Nowych domów będzie kilka, a fundamenty kopane są na razie pod dwa z nich. Poza tym Piotr i geolog Michał Wasilewski szykują się do przeprowadzenia pewnego eksperymentu. Chcą sprawdzić jak miejscowe kamienie poddawane były obróbce przy pomocy ognia. Może wkrótce napiszę o wynikach...
Początek prac na komie wschodnim. Zdjęcia: Piotr Kołodziejczyk
sobota, 05 marca 2011
O wszystkim: planach, pączkach i o tym, co się dzieje w Kairze
Ciągle siada internet w Gazali. Kontakt jest utrudniony, ale - mam nadzieję - że się poprawi. Zwłaszcza, że wkrótce zacznie się tam wiele ciekawego dziać. Zapowiedź tego wyraźnie widać w tegorocznych planach. Są wprawdzie okrojone w porównaniu z tym sprzed rewolucji egipskiej, ale...
Prof. Krzysztof Ciałowicz tak je nakreślił: - W pierwszej części sezonu będziemy Planujemy też dalsze prace wokół mastaby, bo ciągle nie jesteśmy na poziomie, na którym można by tę eksplorację zakończyć. Będziemy starali się oczyścić rejon dookoła mastaby. Zobaczymy, co tkwi w tych warstwach. Na komie zachodnim będziemy pracować w obrębie murów wyznaczających świątynię. Priorytetem jest dojście do poziomu rezydencji nagadyjskiej, która jest bezpośrednio pod nią. To są priorytety, ale będziemy elastyczni. Najbardziej istotna dla nas kwestia, to sondaż na komie wschodnim. Gdyby się okazało, że faktycznie mamy tam do czynienia ze starszymi grobami niż dotąd przez nas odkrywane, mogłyby one pochodzić z początku okupacji nagadyjskiej. Byłyby więc współczesne początkom tej świątyni na komie zachodnim. Jeżeli oczywiście takie odkryjemy, bo takiej gwarancji nie mamy. Poza tym wczoraj dostałam od Piotra sms-a następującej treści: „Cześć Asia, nie mogę nic wysłać, bo nie ma netu. Ponoć władze wyłączyły... (...) Pzdr." Zadzwoniłam i trochę sobie porozmawialiśmy. Przede wszystkim o Ahmedzie Szafiku, powołanym w końcu stycznia premierze, który właśnie ustąpił i który był bliskim współpracownikiem i przyjacielem obalonego prezydenta Hosni Mubaraka. Tworzenie nowego rządu Narodowa Rada Wojskowa, sprawująca teraz władzę w Egipcie, powierzyła Essamowi Szarafowi, wykładowcy z Uniwersytetu Kairskiego. Szaraf nie jest nową postacią w Egipcie. W latach 2004-2006 był nawet ministrem transportu, ale potem powrócił na uczelnię. Ponieważ każdego egiptologa i archeologa interesuje pozycja Zahi Hawassa, głównego dotąd archeomachera w Egipcie, opowiedziałam, że ten rozważa „rezygnację” ze stanowiska ministra zabytków. Według mnie to takie kokietowanie, bo wiadomo, że skoro odwołany jest premier to i los jego ministrów jest przesądzony. Ale... może nie w Egipcie. W każdym razie dr Hawass przez dwa dni – czwartek i piątek – był bardzo aktywny w dalszym kreowaniu swojego wizerunku: nie tylko głównego i największego egiptologa, ale też jedynego – i bezradnego - obrońcy egipskich starożytności. Na swojej stronie internetowej (zwanej przez niego blogiem, ale która blogiem z pewnością już nie jest) oświadczył, że władze po obaleniu Mubaraka nie zabezpieczają zabytków i te są teraz w wielkim niebezpieczeństwie. Zamieścił nawet listę, według niego pełną, zniszczonych stanowisk, splądrowanych grobów i magazynów, z których złodzieje ukradli zabytki. Chyba przeoczył drobny fakt, że wchodził w skład tych władz. Co będzie z Zahi Hawassem? - Pewnie jak zwykle spadnie na cztery łapy – roześmiał się jeden z moich znajomych archeologów, kiedy rozmawialiśmy sobie dziś o tym, co dzieje się w Egipcie. Tej ostatniej opinii Piotrowi oczywiście nie przekazałam, bo jej jeszcze nie znałam... Ale pewnie sam wie. Ale... ciekawsze jest to, co dzieje się w Gazali. Otóż nasi archeolodzy urządzili sobie tłusty czwartek. - Marek i Halinka (Chłodniccy - jg) usmażyli nam bardzo smaczne pączki z różanym dżemem – opowiadał Piotr. - Poza tym zatrudniliśmy robotników. Gdzieś zapodziałam podczas dyżuru notatki, które robiłam podczas rozmowy z Piotrem. Nie chciałabym się pomylić w liczbach, ale chyba dobrze je pamiętam. Zatrudnionych jest 35 kobiet i 25 mężczyzn. Zażyczyli sobie zarobki wyższe o 30 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Zdaje sie więc, że dniowka "męska" wynosi 30 funtów egipskich, a "żeńska" - 28.
czwartek, 03 marca 2011
Polska flaga znów powiewa nad egipską Gazalą
- W planach mamy oczyszczanie wykopów i rekrutację robotników - powiedział mi Piotr Kołodziejczyk, archeolog z UJ, który tak jak w poprzednich latach będzie mi pomagał pisać relację z wykopalisk. Rozmawialiśmy wczoraj o godz. 17.30. W Gazali była 18.30. - Właśnie zjechaliśmy, wszystko wyładowaliśmy z samochodów i wysiadł nam prąd - zameldował Piotr. Dzięki temu mogliśmy dłużej porozmawiać. Dla mnie dobrze, dla archeologów źle, bo pogrążeni w egipskich ciemnościach nie mogli urządzać si Wcześniej zdążyli jednak uroczyście wciągnąć na maszt polską flagę, która przez cały czas prac będzie tam powiewała, i... dostrzec dwa przedmioty luksusu, które zafundował im gospodarz domu. - W kuchni mamy termę. Ze dwie osoby zdążą się umyć w ciepłej wodzie, a w ubikacji, zamiast dziury jest najprawdziwsza muszla klozetowa - cieszył się Piotr i natychmiast zreflektował: - Pewnie będzie chciał za wynajem większe pieniądze... No cóż, za luksusy wszędzie się płaci, a że luksus luksusowi nierówny, to inna sprawa. Zapytałam Piotra oczywiście, czy w Egipcie wida Na tyle szybko, że wczoraj do Gazali zjechały dwa samochody z dziesięciorgiem archeologów, a do Tell el-Murra (tam - podobnie W Tell el-Farcha są teraz: Krzysztof Ciałowicz i Marek Chłodnicki (szefowie ekspedycji), Halina Chłodnicka, Piotr Kołodziejczyk, Michał K W Tell el-Murra pracują: Mariusz Jucha (szef), Grzegorz Pryc (tak jak Kasia Błaszczyk szybko powrócił na ziemię egipską), Marcin Czarnowicz. Elżbieta Wątroba, Artur Buszek i Kamila Peschel. W następnej notce napiszę dokładnie, co tam na stanowiskach będzie się działo... A na koniec tej notki dorzucam jeszcze dwie fotki z wyjazdu z Kairu i jedną z dorgi do Gazali.
Zdjęcia: Piotr Kołodziejczyk
niedziela, 27 lutego 2011
Zaczynamy. Czyli co jest, a czego nie będzie...
W piątek po południu - tym razem już zgodnie z planem - krakowscy i poznańscy archeolodzy polecieli do Egiptu. Jeśli tylko uda im się podpisać wszelkie umowy, wyruszą do Gazali i rozpoczną prace na stanowisku Tell el-Farcha. Bardzo się cieszę. Będzie o czym pisać... :)
Marcin Czarnowicz (z lewej) i prof. Krzysztof Ciałowicz podczas długiego oczekiwania na samolot w Pradze. Jak widać Pan Profesor zabrał ze sobą w podróż do Egiptu "Piramidę" Mankela. Tegoroczna wyprawa ma jednak okrojony program. Nie będzie na razie kontynuacji Złotej Misji, czyli tej, dzięki której dawną świetność odzyskują złote figurki władcy i syna odkryte w osadzie pięć lat temu. Oba zabytki są teraz w stałej ekspozycji Muzeum Egipskiego w Kairze. Władysław Weker, konserwator z Muzeum Archeologicznego w Warszawie, chciał zmienić w nich m.in. drewniane korpusy. Przygotowane zostały przy pomocy komputerów, wytoczone w lipowym drzewie... Niestety, muszą poczekać.
A co nasza ekipa będzie robić w Tell el-Fracha? O tym wkrótce, zaczekajmy na te zgody. Prof. Ciałowicz ma nadzieję, że od 1 marca będzie można rozpocząć prace. Na zdjęciu: archeolodzy - dr Mariusz Jucha (pierwszy z lewej), Artur Buszek, Marcin Czarnowicz (w białej koszuli) i prof. Krzysztof Ciałowicz - podczas całonocnego oczekiwania na lot z Pragi do Kairu. Samoloty nie mogły przylatywać do Kairu podczas godziny policyjnej. Zdjęcia: Piotr Kołodziejczyk
wtorek, 08 lutego 2011
Na razie nic nie idzie po myśli archeologów
Pierwsze dni rewolty. Na Zamalku było spokojnie. Ludzie szli na plac Tahrir Wczoraj rozmawiałam z Kasią Błaszczyk, doktorantką z UJ, która miała być na trzymiesięcznym stypendium w Kairze a potem na wykopaliskach w Tell el-Farcha. Powiedziała mi, że do domu w Polsce wróciła już Ula Stępień - w niedzielę. W czwartek wylecą do Polski czeskimi liniami także pani Kasia i pan Grzegorz Pryc.
Dodała, że to tkwienie w czterech ścianach mieszkania na Zamalku robi się coraz trudniejsze. - Wychodzimy na krótko, po zakupy, i staramy się wrócić do domu przed 15, bo potem jest już godzina policyjna. Ta godzina policyjna w wydaniu egipskim to wynalazek diabła. Nie wiadomo do końca, o której się zaczyna. Raz o 16, innym razem o 17 czy 18. Lepiej nie plątać się po ulicy tuż przed jej nadejściem. Jeśli tylko możliwe będzie rozpoczęcie misji w Tell el-Farcha, doktoranci wrócą do Egiptu. - Na razie nie ma sensu tu siedzieć, pomijając fakt, że samo to poczucie braku swobody staje się coraz bardziej niefajne - dodaje Pani Kasia. Dziś na ulicach jest spokojniej. Protestujący skupili się na placu Tahrir. - Ale trudno wyczuć panującą tu atmosferę. Jednego dnia wszystko wydaje się wracać do normy, sklepy są otwarte, z domów wychodzą ludzie. Następnego - wszystko zamknięte. Ludzie powtarzają tylko niezmiennie od kilku dni, że to jest właśnie ten przełomowy dzień. Na razie komórki w Kairze jako tako działają, internet też. - Można więc porozmawiać z rodziną czy przyjaciółmi i te wieczory już się tak nie wloką - relacjonuje Pani Kasia. - Wcześniej, kiedy internet nie działał i byłyśmy od wszystkiego, a zwłaszcza od jakichkolwiek informacji, odcięte, można było oszaleć. Rozmawiałyśmy, oglądałyśmy filmy w komputerze, ale ile można? Już nawet generalne porządki zrobiłyśmy, jak przed egzaminem, ale i to nie pomogło. Życie w Kairze staje się trudne i z innych powodów. Mało, że brakuje niektórych artykułów (szczególnie chleba) i zwykłej swobody, to jeszcze pojawiają się problemy z pieniędzmi. Pani Kasia: - Brakuje ich w bankomatach, słyszałam, że banki wprowadziły nawet limit podczas wymiany walut na funty egipskie. Nie wiem, na ile to prawda, bo nie mieliśmy tego typu kłopotów. W pieniądze zaopatrzyliśmy się na samym początku w obawie, że takie trudności mogą nastąpić. Pani Kasia w sumie cieszy się z powrotu do kraju. - Także dlatego, że rodziny przeżywają to, że tu jesteśmy. Ale bardzo się ucieszę, gdy trzeba będzie wracać na wykopaliska. Nad załatwianiem formalności czuwają prof. Ciałowicz w Krakowie i dr Szafrański w Kairze.
Widok z okna mieszkania na Zamalku: Hotel Marriott (od lewej), gmach telewizji państwowej i Muzeum Ceramiki Islamskiej. Na zdjęciu wyżej: Muzeum Ceramiki Islamskiej
poniedziałek, 07 lutego 2011
Z Synaju do Kairu
Podróżował w czwartek. Autobusem. Wyjechał z Nakhl około godz. 9.30. - Jazda była właściwie dosyć sympatyczna i spokojna, choć im byliśmy bliżej Suezu, tym więcej na drogach stało punktów kontrolnych - opowiadał mi. - Patrole każdego sprawdzały bardzo dokładnie, także bagaże. Nasz kierowca zaczął się w końcu denerwować, że nie dojedziemy do Kairu przed godziną policyjną. A ta była o godz. 17. Na którymś posterunku powiedział w końcu, że wiezie też trzech cudzoziemców, bo ze mną jechało chyba dwóch Hiszpanów. Tak się spieszył, że na tych 500 kilometrach dzielących Nakhl od Kairu bił wszelkie rekordy prędkości. I łamał przepisy. W sumie mógł sobie na to pozwolić, bo ruch był niewielki, zwłaszcza na Synaju. Mijaliśmy tylko wyjątkowo dużo cystern z paliwem. Jechały w kierunku Kairu, w którym paliwa brakuje i jest ono reglamentowane. W Kairze wszyscy pasażerowie zostali wysadzeni w jednej z podmiejskich dzielnic. Dojazd do dworca w centrum był niemożliwy, bo to miejsce zamieszek. Z kairskich opłotków wszyscy pasażerowie musieli już sami dotrzeć tam, gdzie planowali. - Wziąłem więc taksówkę - wspomina Pan Grzegorz. - Ta podróż choć krótka nie była przyjemna. Po drodze na Zamalek zatrzymała nas grupa młodych ludzi uzbrojonych w noże i kije bejsbolowe. Kazali nam wysiąść. Sprawdzili mi paszport, a potem polecili kierowcy zawieźć się do jakiejś dzielnicy slumsowej blisko Zamalku. Zabrali mnie ze sobą. Tam był spalony posterunek policji. Podejrzewam, że mogli to być policjanci w cywilu. Na posterunku znowu mnie wypytywali po co i gdzie jadę, sprawdzili paszport, laptop. Pytali taksówkarza, czy jest za Mubarakiem, czy za protestującymi. A potem nas puścili. Taksówkarzowi polecili zawieźć mnie do najbliższego hotelu. Wysadził mnie przed jakimś pięciogwiazdkowym, ekskluzywnym. Na szczęście blisko dzielnicy, do której usiłowałem się dostać. Do mieszkania na Zamalku miałem może z 500 metrów, ale samotna wędrówka uliczkami tuż przed godziną policyjną nie była najlepszym pomysłem. W recepcji wezwali mi więc kolejną taksówkę. Na tych 500 metrach miałem następne dwie kontrole. Jedna na skrzyżowaniu ulic, druga przy wjeździe na most (Zamalek jest na wyspie - jg). Na tych kontrolnych punktach stali młodzi ludzie w dresach i arafatkach, uzbrojeni w kije. Do mieszkania dotarłem około godz. 17. Udało mi się.
sobota, 05 lutego 2011
Tell el-Farcha musi poczekać - do 25 lutego
Decyzja zapadła wczoraj. Bilety lotnicze zostały przebukowane. Na 25 lutego. Tegoroczne wykopaliska w Tell el-Farcha miały rozpocząć się w połowie lutego i potrwać do 19 kwietnia. - Wyjazd do Egiptu przed końcem lutego ma jeszcze sens. Na prace zostałoby nam prawie osiem tygodni. W tym czasie można jeszcze coś zrobić - powiedział mi wczoraj rano Piotr Kołodziejczyk, archeolog z UJ, który ma ponownie uczestniczyć w tegorocznych wykopaliskach w Tell el-Farcha. Znacie go z poprzednich sezonów. To głównie dzięki niemu i zdjęciom Roberta Słabońskiego mogłam prowadzić dotychczasowe blogi z Egiptu. W tegorocznej wyprawie na pewno jednak nie wezmą udziału studenci. O takiej możliwości wspomniał mi już w poniedziałek prof. Krzysztof Ciałowicz z UJ, który wraz z dr. Markiem Chłodnickim z poznańskiego Muzeum Archeologicznego szefuje misji. Zapytałam go wówczas czy wykopaliska w ogóle dojdą do skutku, bo Tell el Farcha leży przecież zaledwie 120 km od Kairu.- Nie jestem w stanie powiedzieć. Gdyby chodziło tylko o pracowników, nie zastanawialibyśmy się. Ale mają być z nami studenci i doktoranci. To ogromna odpowiedzialność - stwierdził. - W sytuacji, gdy Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie rekomenduje wyjazdu, ubezpieczyciele zrzucają z siebie odpowiedzialność. Wtedy nawet przypadkowe złamanie nogi, czy zwykła choroba, może zakończyć się dodatkowymi kosztami opieki medycznej, a może i transportu sanitarnego. Żyję jednak nadzieją, że sytuacja na tyle się unormuje, że będziemy mogli spokojnie pojechać. Póki co jednak, jak widać po depeszach agencyjnych, sytuacja się nie normuje... Ich troje - w Kairze i na Synaju
Tegoroczna misja w Tell el-Farcha miała rozpocząć się w połowie lutego i potrwać do 19 kwietnia.
- Na razie - odpukać - wszystko u nich w porządku - mówił mi w poniedziałek prof. Ciałowicz. - Pojechali wcześniej, bo mieli popracować w bibliotekach. Z sms-ów które od nich dostajemy wynika, że na razie funkcjonują bez większych problemów. Panie Kasia i Ula od początku wybuchu rewolty niemal nie ruszają się z mieszkania wynajmowanego przez kairską stację CAŚ. Pan Grzegorz kilka dni spędził w Nakhl na Półwyspie Synajskim. Na Synaj pojechał badać wychodnie kamieni wykorzystywanych przez starożytnych Egipcjan jako budulec lub do wyrobu wspaniałej biżuterii. Z Synaju właśnie pochodziły np. piękne tu Te opowieści zasługują na oddzielne notki. Tu dodam jeszcze tylko, ż e w tej chwili cała trójka mieszka na Zamalku. - To dosyć zamożna, bardzo spokojna i bezpieczniejsza niż inne dzielnica – opowiadał mi dr Zbigniew Szafrański, dyrektor kairskiej stacji CAŚ UW. - Są tam ambasady, także polska, dosłownie kilka minut pieszo od mieszkania. Zamalek leży na wyspie na Nilu. Dostać się do niego można tylko przez mosty. Gdy rozpoczęły się rozruchy, wejścia na nie zostały zamknięte. Każdy, kto chce tam się dostać, musi opowiedzieć się na utworzonych posterunkach. Opowiedzieć się – co za eufemizm...;) To oznacza przecież nie tylko wylegitymowanie się, ale i dokładne przetrzepanie bagaży. Jak dotąd mieszkało się im na Zamalku i jak wyglądała podróż Pana Grzegorza z Nakhl do Kairu, napiszę wkrótce.
W oczekiwaniu na wykopaliska w Tell el-Farcha
Długo zastanawiałam się, czy pisanie już teraz o planowanych w tym roku wykopaliskach w Telle el-Farcha ma sens. Bo mało, że jeszcze się nie rozpoczęły, to w dodatku nie wiadomo, czy w ogóle dojdą do skutku. Oczywiście wyłącznie z powodu sytuacji, która panuje teraz w Egipcie. Od niedzieli jednak mam stały kontakt z trojgiem uczestników tej misji, którzy czekają na jej rozpoczęcie w Kairze. Opowiadają mi, co tam się dzieje, co obserwują, odrobinę - bo tylko tyle, ile chcą mi zdradzić - o tym, co czują. Pomyślałam więc, że powinnam. Zwłaszcza, że i w poprzednich sezonach nie pisałam wyłącznie o odkrywanych przez archeologów zabytkach. W wielu notkach opowiadałam właściwie o ludziach i o wydarzeniach, w których uczestniczyli. Trochę dziwnie mi tylko ze świadomością, że kiedy sama siedzę sobie przy laptopie, z rozmruczanym kotem na kolanach, troje uczestników planowanej wyprawy tkwi w kairskim mieszkaniu w oczekiwaniu na rozwój wypadków. Są bezpieczni i poza chlebem właściwie niczego im nie brakuje, ale... Nad ich domem, podobnie jak nad całym Kairem, od tygodnia już krążą helikoptery. Z oddali słyszą strzały. Gdy wyjrzą na ulicę, widzą zamknięte, opróżnione z towaru sklepy i pojedynczych przechodniów. Zdarza się, że przez całe dnie są odcięci od świata, bo nie działa internet, ani telefony komórkowe, a telewizora nie mają. Na szczęście dziś działa im i internet i telefony. Mogliśmy trochę porozmawiać. Zapraszam więc do czytania. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||