poniedziałek, 07 lutego 2011
Z Synaju do Kairu

Grzegorz PrycObiecałam opowieść Grzegorza Pryca o jego podróży z Synaju do Kairu. Mam chwilę luzu - pomimo dyżuru w redakcji - więc mogę ją wreszcie opisać. Relacja będzie krótka, bo Pan Grzegorz mówi bardzo zwięźle i konkretnie.

Podróżował w czwartek. Autobusem. Wyjechał z Nakhl około godz. 9.30. - Jazda była właściwie dosyć sympatyczna i spokojna, choć im byliśmy bliżej Suezu, tym więcej na drogach stało punktów kontrolnych - opowiadał mi. - Patrole każdego sprawdzały bardzo dokładnie, także bagaże. Nasz kierowca zaczął się w końcu denerwować, że nie dojedziemy do Kairu przed godziną policyjną. A ta była o godz. 17. Na którymś posterunku powiedział w końcu, że wiezie też trzech cudzoziemców, bo ze mną jechało chyba dwóch Hiszpanów. Tak się spieszył, że na tych 500 kilometrach dzielących Nakhl od Kairu bił wszelkie rekordy prędkości. I łamał przepisy. W sumie mógł sobie na to pozwolić, bo ruch był niewielki, zwłaszcza na Synaju. Mijaliśmy tylko wyjątkowo dużo cystern z paliwem. Jechały w kierunku Kairu, w którym paliwa brakuje i jest ono reglamentowane.  

W Kairze wszyscy pasażerowie zostali wysadzeni w jednej z podmiejskich dzielnic. Dojazd do dworca w centrum był niemożliwy, bo to miejsce zamieszek. Z kairskich opłotków wszyscy pasażerowie musieli już sami dotrzeć tam, gdzie planowali.

- Wziąłem więc taksówkę - wspomina Pan Grzegorz. - Ta podróż choć krótka nie była przyjemna. Po drodze na Zamalek zatrzymała nas grupa młodych ludzi uzbrojonych w noże i kije bejsbolowe. Kazali nam wysiąść. Sprawdzili mi paszport, a potem polecili kierowcy zawieźć się do jakiejś dzielnicy slumsowej blisko Zamalku. Zabrali mnie ze sobą. Tam był spalony posterunek policji. Podejrzewam, że mogli to być policjanci w cywilu. Na posterunku znowu mnie wypytywali po co i gdzie jadę, sprawdzili paszport, laptop. Pytali taksówkarza, czy jest za Mubarakiem, czy za protestującymi. A potem nas puścili. Taksówkarzowi polecili zawieźć mnie do najbliższego hotelu. Wysadził mnie przed jakimś pięciogwiazdkowym, ekskluzywnym. Na szczęście blisko dzielnicy, do której usiłowałem się dostać. Do mieszkania na Zamalku miałem może z 500 metrów, ale samotna wędrówka uliczkami tuż przed godziną policyjną nie była najlepszym pomysłem. W recepcji wezwali mi więc kolejną taksówkę. Na tych 500 metrach miałem następne dwie kontrole. Jedna na skrzyżowaniu ulic, druga przy wjeździe na most (Zamalek jest na wyspie - jg). Na tych kontrolnych punktach stali młodzi ludzie w dresach i arafatkach, uzbrojeni w kije. Do mieszkania dotarłem około godz. 17. Udało mi się.

16:53, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link
sobota, 05 lutego 2011
Tell el-Farcha musi poczekać - do 25 lutego

Decyzja zapadła wczoraj. Bilety lotnicze zostały przebukowane. Na 25 lutego.

Tegoroczne wykopaliska w Tell el-Farcha miały rozpocząć się w połowie lutego i potrwać do 19 kwietnia.

- Wyjazd do Egiptu przed końcem lutego ma jeszcze sens. Na prace zostałoby nam prawie osiem tygodni. W tym czasie można jeszcze coś zrobić - powiedział mi wczoraj rano Piotr Kołodziejczyk, archeolog z UJ, który ma ponownie uczestniczyć w tegorocznych wykopaliskach w Tell el-Farcha. Znacie go z poprzednich sezonów. To głównie dzięki niemu i zdjęciom Roberta Słabońskiego mogłam prowadzić dotychczasowe blogi z Egiptu.

W tegorocznej wyprawie na pewno jednak nie wezmą udziału studenci.

O takiej możliwości wspomniał mi już w poniedziałek prof. Krzysztof Ciałowicz z UJ, który wraz z dr. Markiem Chłodnickim z poznańskiego Muzeum Archeologicznego szefuje misji. Zapytałam go wówczas czy wykopaliska w ogóle dojdą do skutku, bo Tell el Farcha leży przecież zaledwie 120 km od Kairu.- Nie jestem w stanie powiedzieć. Gdyby chodziło tylko o pracowników, nie zastanawialibyśmy się. Ale mają być z nami studenci i doktoranci. To ogromna odpowiedzialność - stwierdził. - W sytuacji, gdy Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie rekomenduje wyjazdu, ubezpieczyciele zrzucają z siebie odpowiedzialność. Wtedy nawet przypadkowe złamanie nogi, czy zwykła choroba, może zakończyć się dodatkowymi kosztami opieki medycznej, a może i transportu sanitarnego. Żyję jednak nadzieją, że sytuacja na tyle się unormuje, że będziemy mogli spokojnie pojechać.

Póki co jednak, jak widać po depeszach agencyjnych, sytuacja się nie normuje...

12:46, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link
Ich troje - w Kairze i na Synaju

Tegoroczna misja w Tell el-Farcha miała rozpocząć się w połowie lutego i potrwać do 19 kwietnia.

Urszula StępieńTroje jej uczestników jest już w Kairze. To dwie stypendystki Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej: Katarzyna Błaszczyk doktorantka UJ i Urszula Stępień studentka UAM oraz doktorant UJ - Grzegorz Pryc.

- Na razie - odpukać - wszystko u nich w porządku - mówił mi w poniedziałek prof. Ciałowicz. - Pojechali wcześniej, bo mieli popracować w bibliotekach. Z sms-ów które od nich dostajemy wynika, że na razie funkcjonują bez większych problemów.

Panie Kasia i Ula od początku wybuchu rewolty niemal nie ruszają się z mieszkania wynajmowanego przez kairską stację CAŚ. Pan Grzegorz kilka dni spędził w Nakhl na Półwyspie Synajskim. Na Synaj pojechał badać wychodnie kamieni wykorzystywanych przez starożytnych Egipcjan jako budulec lub do wyrobu wspaniałej biżuterii. Z Synaju właśnie pochodziły np. piękne tuKatarzyna Błaszczykrkusy. Rewolucja zastała Pana Grzegorza właśnie tam. Musiał kilka dni czekać na powrót. Udało się w czwartek, ma więc już za sobą dosyć emocjonujący – jak można się domyślać, bo sam opowiadał o tym dosyć oszczędnie – przejazd autobusem z Synaju przez Suez do Kairu.

Te opowieści zasługują na oddzielne notki. Tu dodam jeszcze tylko, ż e w tej chwili cała trójka mieszka na Zamalku. - To dosyć zamożna, bardzo spokojna i bezpieczniejsza niż inne dzielnica – opowiadał mi dr Zbigniew Szafrański, dyrektor kairskiej stacji CAŚ UW. - Są tam ambasady, także polska, dosłownie kilka minut pieszo od mieszkania.

Zamalek leży na wyspie na Nilu. Dostać się do niego można tylko przez mosty. Gdy rozpoczęły się rozruchy, wejścia na nie zostały zamknięte. Każdy, kto chce tam się dostać, musi opowiedzieć się na utworzonych posterunkach. Opowiedzieć się – co za eufemizm...;) To oznacza przecież nie tylko wylegitymowanie się, ale i dokładne przetrzepanie bagaży.

Jak dotąd mieszkało się im na Zamalku i jak wyglądała podróż Pana Grzegorza z Nakhl do Kairu, napiszę wkrótce.

Grzegorz Pryc

 


 

 

 

 

 

 

 

 

01:12, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link
W oczekiwaniu na wykopaliska w Tell el-Farcha

Długo zastanawiałam się, czy pisanie już teraz o planowanych w tym roku wykopaliskach w Telle el-Farcha ma sens. Bo mało, że jeszcze się nie rozpoczęły, to w dodatku nie wiadomo, czy w ogóle dojdą do skutku. Oczywiście wyłącznie z powodu sytuacji, która panuje teraz w Egipcie.

Od niedzieli jednak mam stały kontakt z trojgiem uczestników tej misji, którzy czekają na jej rozpoczęcie w Kairze. Opowiadają mi, co tam się dzieje, co obserwują, odrobinę - bo tylko tyle, ile chcą mi zdradzić - o tym, co czują. Pomyślałam więc, że powinnam. Zwłaszcza, że i w poprzednich sezonach nie pisałam wyłącznie o odkrywanych przez archeologów zabytkach. W wielu notkach opowiadałam właściwie o ludziach i o wydarzeniach, w których uczestniczyli.

Trochę dziwnie mi tylko ze świadomością, że kiedy sama siedzę sobie przy laptopie, z rozmruczanym kotem na kolanach, troje uczestników planowanej wyprawy tkwi w kairskim mieszkaniu w oczekiwaniu na rozwój wypadków. Są bezpieczni i poza chlebem właściwie niczego im nie brakuje, ale...

Nad ich domem, podobnie jak nad całym Kairem, od tygodnia już krążą helikoptery. Z oddali słyszą strzały. Gdy wyjrzą na ulicę, widzą zamknięte, opróżnione z towaru sklepy i pojedynczych przechodniów. Zdarza się, że przez całe dnie są odcięci od świata, bo nie działa internet, ani telefony komórkowe, a telewizora nie mają. Na szczęście dziś działa im i internet i telefony. Mogliśmy trochę porozmawiać.

Zapraszam więc do czytania.

01:11, joannagrabowska_net , Sezon 2011
Link
wtorek, 11 maja 2010
Rewelacje mogą być

Dziś obiecane krótkie podsumowanie. Nad tym, że tegoroczny sezon nie obfitował w spektakularne odkrycia - takie jak depozyt, czy złote figurki - nie ma co się rozwodzić. Taka to praca. Ważne, że archeolodzy znaleźli kilka bardzo ciekawych, wręcz unikatowych przedmiotów, jak wspomniany wczoraj zestaw golibrody, i poczynili kilka bardzo interesujących i obiecujących na przyszłość ustaleń.

Piotr Kołodziejczyk podkreśla: - Jednym z najważniejszych jest ustalenie, że miejsce na komie zachodnim, w którym w 2006 roku odkryliśmy kościane figurki z depozytu, ma historię dużo wcześniejszą, niż myśleliśmy. Z jakiegoś powodu było ważne dużo wcześniej. Na razie nie wiemy, z jakiego. Może chodziło o jakieś obrzędy, może były tam sprawowane jakieś funkcje religijne. Najstarsze warstwy do których tam dotarliśmy datujemy na okres późnopredynastyczny. To około 5500 lat temu. Z pewnością są tam jeszcze wcześniejsze zabudowania, ale żeby je w całości odsłonić, żeby dojść do tych najstarszych dolnoegipskich budynków, potrzebujemy jeszcze co najmniej dwóch, trzech lat pracy. Tempo schodzenia do tych warstw najgłębszych jest wolniejsze dlatego, że eksplorujemy tam dużą powierzchnię. Gdybyśmy mieli niewielki wykop, pięć metrów na pięć, szybko dotarlibyśmy do najstarszych warstw, ale widzielibyśmy dużo mniej niż teraz. Teraz mamy szerszą perspektywę. Małe wykopy robili Włosi, którzy kopali tu przed nami kilkanaście lat temu. Nic ciekawego nie zobaczyli i zrezygnowali z pracy na tym stanowisku.

Widok na kom wschodni od strony południowo-wschodniej. Fot. Robert SłabońskiZ kolei na komie wschodnim udało się nam w większym stopniu odsłonić mastabę - ze wszystkich stron. Najbardziej jest widoczna Od strony północnej i zachodniej, bo tam pracowaliśmy i w poprzednich latach, ale teraz dużo już widać także od południa i sporo od wschodu. Poza tym od strony wschodniej wyszła nam ta bardzo ciekawa uliczka i mury, które wyraźnie są do tej mastaby dobudowane. Możliwe, że w jakiś sposób do niej należą. W jaki, dowiemy się pewnie po odsłonięciu całości. Bardzo prawdopodobne jest, że są to jakieś cmentarne zabudowania. Trudno zresztą spodziewać się innych przy grobowcu, ale jaką funkcję pełniły, nie wiemy. Bardzo trudno o rekonstrukcję zwyczajów pogrzebowych i kultu pośmiertnego z tak wczesnego okresu, bo naszych znalezisk nie mamy do czego porównać. Gdyby się okazało, że rzeczywiście odkryliśmy tego typu zabudowania i moglibyśmy udowodnić, że są związane z kultem pośmiertnym, to byłyby to pionierskie odkrycia. Mastabę datujemy przecież na dynastię 0.

Widok na fragment mastaby od strony półocno-zachodniej. Fot. Robert Słaboński

Kom wschodni. Widok na fragment mastaby od strony półocno-zachodniej.

Na komie wschodnim wyszło nam oprócz tego kilka nowych grobów. Przyniosły kolejne informacje i ciekawe znaleziska. Szczególny jest grób 114, ciekawie wyposażony. Nadal nie wiemy kto w nim został pochowany, antropolodzy muszą się jeszcze nad tym zastanowić, ale było w nim kilka ciekawych przedmiotów: bardzo ładne kamienne i ceramiczne naczynia, duża paleta i naszyjnik. W innych miejscach odkryliśmy bardzo ładną porfirową misę i toczone wieczko do naczynia. Ważnym zabytkiem jest też zestaw golibrody, naprawdę unikatowym i nietypowym, oraz fragment kościanej oprawy sierpa.

Wnętrze jednej z dwóch komór grobu nr 111. W drugiej - obok naczyń - pochowane było ciało. Fot. Robert Słaboński

Wnętrze jednej z dwóch komór grobu nr 111. W drugiej - obok naczyń - pochowane było ciało.

Rysowanie grobu nr 114. Przy tablicy Anna Kozłowska, antropolog z UJ, wyżej dr Joanna Debowska-Ludwin i Michał Kurzyk, archeolodzy z UJ a z prawej Anna Kubica, studentka z tej samej uczelni. Fot. Robert Słaboński

Rysowanie grobu nr 114. Przy tablicy Anna Kozłowska, antropolog z UJ, wyżej dr Joanna Debowska-Ludwin i Michał Kurzyk, archeolodzy z UJ a z prawej Anna Kubica, studentka z tej samej uczelni.

Fragment komory grobowej grobu nr 114. Widać w niej cylindryczne naczynia ceramiczne, kamienne misy (z lewej) i paletę (z prawej). Fot. Robert Słaboński

Fragment komory grobowej grobu nr 114. Oprócz bardzo zniszczonego szkieletu widać w niej cylindryczne naczynia ceramiczne, kamienne misy (z lewej) i paletę (z prawej).

Natomiast sondaż na komie centralnym, pokazał nam, że pod warstwą, która wydawała się nam już naturalna i zalewowa, są jakieś murki i ceramika. W przyszłym roku w tym miejscu będzie na pewno ciekawie.

Tyle „gorącego” podsumowania ze strony Piotra. Wkrótce o sezonie i odkryciach porozmawiam szerzej z szefami misji - prof. Krzysztofem Ciałowiczem i dr. Markiem Chłodnickim. A wcześniej pokażę m.in. kairski Mukattam na zdjęciach Roberta Słabońskiego i w opowieści Piotra Kołodziejczyka. A niżej coś zupełnie z innej beczki - ostatni zjazd z miejsca wykopalisk.

Ostatni zjazd z miejsca wykopalisk. Fot. Robert Słaboński

18:55, joannagrabowska_net
Link
poniedziałek, 10 maja 2010
Zestaw golibrody i powrót do domu

Od czterech dni uczestnicy misji wykopaliskowej do Tell el-Farcha są już w Polsce. Jedni wrócili od razu do zajęć na uczelniach, inni wybrali się na krótki wypoczynek, na przykład nad morze. Ale blog na tym wpisie się nie kończy. Mam jeszcze trochę ciekawych materiałów, które warto pokazać, i oczywiście na koniec należy się podsumowanie tegorocznego sezonu.

Najpierw jednak pokażę dwa zdjęcia, które bardzo mi się podobają, bo pokazują. Dlaczego, nie trzeba tłumaczyć. Oto one:

Praca przy laptopach i świecach. Wspaniały widok. Fot. Robert Słaboński

Praca przy laptopach i przy świecach. To nie był wyjątkowy jeden wieczór. Awarie prądu były w bazie w Gazali bardzo częste. Na zdjęciu od prawej: Halina Żarska-Chłodnicka, Anna Kubica i Piotr Kołodziejczyk

Praca przy laptopach i świecach. Wspaniały widok. Fot. Robert Słaboński

A jaki był ten sezon? - Nie obfitował w spektakularne znaleziska, ale trochę ciekawych przedmiotów mamy - mówi Piotr Kołodziejczyk. Zdradził, że jednym z nich jest... zestaw golibrody: - Pochodzi z jednego z grobów. To dosyć nietypowy i bardzo ciekawy zabytek. W małym kamiennym naczyńku były dwie brzytwy, jedna z kamienia, druga z miedzi. Metalowa jest kilka milimetrów mniejsza od kamiennej i kiedy się je razem złoży, to działają jak współczesne maszynki do golenia. Metalowe ostrze wystaje z części kamiennej, która staje się w tym układzie swego rodzaju zabezpieczeniem przed zacięciem się.

To tyle na zachętę. Więcej napiszę jutro. Teraz - krótka relacja z ostatnich dni w Egipcie i powrotu do domu.

W kairskim muzeum. Fot. Piotr Kołodziejczyk

W kairskim muzeum przed figurkami władców stoją: Robert Słaboński (pierwszy z lewej), Piotr Kołodziejczyk, Urszula Stępień, dr Marek Chłodnicki, Halina Żarska-Chłodnicka i dr Joanna Dębowska-Ludwin.

Ekipa wracała do Polski z Kairu w nocy z czwartku na piątek w dwóch grupach. Jedna, z doktorem Markiem Chłodnickim przez Berlin leciała do Poznania. Druga, z profesorem Krzysztofem Ciałowiczem, przez Pragę - do Krakowa. Wcześniej jednak, czyli w środę, były dłuższe i krótsze wędrówki po Kairze. - Wpadliśmy na przykład do muzeum kairskiego zobaczyć, jak prezentują się kościane figurki z depozytu wotywnego i złote - władcy i jego syna, które w tym roku były poddane konserwacji - opowiada Piotr. - Znacznie lepiej teraz wyglądają, choć konserwacja była tylko częściowa. Poza tym kupiliśmy jeszcze tylko prezenty, bo trudno po tak długiej nieobecności w domu wracać z pustymi rękami.

W takich skrzyniach zostały wywiezione zabytki do Mendes. Fot. Robert Słaboński

W takich skrzyniach zostały wywiezione zabytki do Mendes. Tu z miejscowym robotnikiem jedną z nich niesie dr Marek Chłodnicki (drugi z prawej). Przez 13 sezonów w Mendes zgromadzono już blisko 50 takich skrzyń z zabytkami ze stanowiska Tell el-Farcha.

A jeszcze wcześniej było tradycyjne zwijanie bazy w Gazali. Poszło sprawnie. Najpierw tegoroczny urobek został zawieziony w skrzyniach do magazynów w Mendes, potem do magazynu w Gazali trafiły tzw. zabytki studyjne, które nadal będą badane w przyszłym roku. Jeszcze później został spakowany sprzęt z którego archeolodzy korzystali do ostatniej chwili.

A ten widok ujrzą ponownie już za dziesięć miesięcy, kiedy znowu w marcu zjadą do Gazali.

Pola uprawne wokół Gazali. Fot. Robert Słaboński

Pola uprawne wokół Gazali.

Gafirzy skracający sobie czas pracy np. grą w domino. Fot. Robert Słaboński

Gafirzy skracający sobie czas pracy np. grą w domino.

Zdjęcia: Robert Słaboński

16:43, joannagrabowska_net
Link
wtorek, 04 maja 2010
Drapacz w rękach Pani Krzemyczek

Urszula Stępień Fot. Piotr KołodziejczykPani Krzemyczek to Urszula Stępień, studentka V roku archeologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pisałam już wczoraj, że pomaga dr. Jackowi Kabacińskiemu z poznańskiego oddziału PAN, w opracowywaniu krzemiennych znalezisk w Tell el-Farcha.

Tytułowy drapacz, to tajemnicze i dosyć nietypowe tegoroczne znalezisko. - To dlatego, że zwykle wykonywany był z krzemienia, a ten jest z piaskowca kwarcytowego. Co ciekawe wykonano go taką techniką, jak drapacze krzemienne. Jest to okrągło-owalne narzędzie służące do oprawiania skór, czy oddzielania mięsa od kości - przekazała mi pani Ula. Zwykle pracuje na komie wschodnim i generalnie opowiedziała o znalezionych tam właśnie krzemieniach.

Na komie wschodnim jest kilka rodzajów krzemiennych znalezisk. Przede wszystkim to różnego typu narzędzia. Zdecydowana większość - ok. 60-70 proc. - to wkładki sierpowe. Zwykle są prostokątne i mają zaostrzone, a właściwie zaretuszowane krawędzie. Kilka takich wkładek składało się na sierp. Oprawiane były zwykle w drewno. Bardzo rzadko w kość. - Poza specyficznym kształtem mają jeszcze tzw. wyświecenie żniwne - opowiada pani Ula. - To taki połysk, który pozostaje po długim używaniu do cięcia roślin. Krzemienne ostrze wygląda jakby na krawędziach było trochę zatłuszczone.

Inne narzędzia to noże - zarówno zwykłe, wykorzystywane na co dzień, jak i symboliczne, takie, jak te, które zostały znalezione np. przy figurkach depozytu wotywnego kilka lat temu.

Jest też szereg narzędzi związanych z zajęciami gospodarskimi, czyli obróbką roślin, mięsa i skór zwierząt. Obok noży są to drapacze, wiertniki, skrobacze, rylce, przekłuwacze.

Podczas jednego z poprzednich sezonów na komie centralnym została znaleziona pracownia krzemieniarska, w której produkowano np. przekłuwacze. To narzędzia do nawiercania i przekłuwania. Obie pracownie, kamieniarska, o której wspominał Maciej Jórdeczka, i krzemieniarska to bardzo ciekawe miejsca sprzed około 5500 lat. Naukowcy znaleźli w nich nie tylko narzędzia do wytwarzania narzędzi (tak, tak, nie chodzi tu o naczynia), ale też trochę zgromadzonego surowca, półprodukty, gotowe przedmioty i produkty uboczne – wytwarzane podczas tworzenia półproduktów, jak i pozostałości po nieudanych próbach wytworzenia narzędzi. Wszystko to pokazuje proces powstawania różnych przedmiotów, całą technologię. - Wiemy z nich np. że żeby krzemień łatwiej łuskać i nadawać mu pożądany kształt, to go przepalano w ogniskach - dodaje pani Ula. - Wrzucano go w tym celu do ognia na jakiś czas. Tak produkowano np. noże krzemienne.

Krzemienne ostrza do sierpów. Fot. Urszula Stępień

Krzemienne ostrza do sierpów.

Wiadomo jednocześnie co nie było wytwarzane w osadzie. To np. wkładki krzemienne do sierpów, bo są tu tylko gotowe produkty, a żadnego miejsca ich produkcji. Nie ma też żadnych śladów po broni, żadnych grotów strzał, oszczepów itd.

Krzemieni w Tell el-Farcha są tysiące. Więcej chyba tylko jest ceramiki, której „wydobywa” się z ziemi nawet po 200 kg dziennie. Przedmiotów krzemiennych bywa od kilkunastu, do kilkudziesięciu kilogramów.

15:45, joannagrabowska_net
Link
poniedziałek, 03 maja 2010
Coraz bliżej końca misji

W połowie tego tygodnia (a w zasadzie poprzedniego, bo właśnie minęła północ) rozpoczęła się w Gazali wielka inwentaryzacja. Wykopane w tym roku zabytki rejestrowane są tradycyjnie w wielkiej księdze inwentarzowej. Każdy jest fotografowany i dokładnie opisywany - po angielsku i arabsku.

Dr Marek Chłodnicki i egipski inspektor uzupełniają księgę inwentarzową. Fot. Piotr Kołodziejczyk

Dr Marek Chłodnicki i egipski inspektor uzupełniają księgę inwentarzową.

Jednocześnie prowadzone są badania. Wszyscy mają masę pracy, ale szczególnie uwijać się muszą spece od kamieni. Maciej Jórdeczka i Małgorzata Mrozek-Wysocka mieli być na stanowisku w Tell el-Farcha 16 dni. Przez dymiący islandzki wulkan przyjechali później i w ciągu dziewięciu dni muszą zrobić to, na co przewidziano ponad dwa tygodnie. Mało komfortowa sytuacja.

- Na szczęście tegoroczny sezon nie obfitował, tak jak poprzednie, w wiele oszałamiających kamiennych znalezisk, powinniśmy zdążyć - pociesza się pan Maciej. - Jest jednak trochę ciekawostek. Mamy ładną misę z szaro-zielonego porfiru i pokrywkę z mułowca, a z grobów - dwa naczynia z bazaltu i miniaturowe naczyńka z alabastru kalcytowego. Była też bardzo ładna, zdobiona trzema rzędami nacięć, prostokątna paleta z mułowca, w komplecie z rozcieraczem.

Część paciorków naszyjnika. Fot. Piotr Kołodziejczyk

Wrażenie robi też naszyjnik z ponad stu kamiennych paciorków. Są wśród nich m.in.: 73 steatytowych, 25 z karneolu i dwa z agatu. Paciorki z szaro-zielonkawego steatytu są malutkie. Mają 2-3 mm średnicy i wiercony otwór w środku.

- Steatyt jest dosyć miękkim surowcem, więc stosunkowo łatwo było te otwory zrobić, ale i tak świadczą o precyzji i umiejętnościach rzemieślnika. Podobnej wielkości była większość paciorków z karneolu, surowca znacznie twardszego i trudniejszego w obróbce. Poza tym są też większe, ale równie precyzyjnie karneolowe rurkowate paciorki i dwa łezkowate wisiorki z agatu, które miały około 10 mm długości.

Fot. Piotr KołodziejczykJednak to, co archeologów szczególnie cieszy, to pracownie kamieniarskie. Sygnały, że w Tell el-Farcha mogły działać zaawansowane warsztaty obróbki kamienia, mieli już w poprzednich sezonach, ale dopiero odkrycie w zeszłym roku na komie zachodnim dało im pewność. W jednym z obiektów znaleźli kilkadziesiąt kamiennych i krzemiennych narzędzi - wyposażenie kamieniarskiej pracowni.

- Było to dosyć nieoczekiwane. Wcześniej przypuszczano, że na teren Delty importowano głównie gotowe kamienne przedmioty. Odkrycie pokazało, że sprowadzano także surowiec, który na miejscu poddawano obróbce - opowiada. - Pracownie były tak wyspecjalizowane, że pracujący w nich rzemieślnicy byli w stanie produkować nawet naczynia kamienne. W tym roku znaleźliśmy jeszcze kilkadziesiąt narzędzi, w tym różnej wielkości tłuczki, gładziki, kamienie szlifierskie, specjalne, masywne drapacze. W sumie, w ramach jednej pracowni mamy ich już ponad setkę. Jeśli do tego dodać znaczne ilości podobnych przedmiotów znajdowanych na innych obszarach stanowiska, a zwłaszcza obecność świdrów z piaskowca kwarcytowego, widać wyraźnie, że kamieniarstwo w Tell el-Farcha stało na wysokim poziomie.

Pracownia na komie zachodnim nie została jeszcze do końca zbadana. Prace będą kontynuowane w przyszłym roku. Znajduje się w pobliżu kompleksu świątynnego z czasów dynastii 0. Na ten sam okres datowana jest część z grobów znajdowanych na komie wschodnim - może być więc tak, że warsztat ten produkował wyroby zarówno na potrzeby kompleksu świątynno-kultowego, jak i np. wyposażenie grobowe.

Kamienne naczynia były luksusem. Na co dzień mieszkańcy osady posługiwali się glinianymi. Te z surowców skalnych trafiały raczej do zamożniejszej części społeczności.

Małgorzata Mrozek-Wysocka przy pracy. Fot. Piotr Kołodziejczyk- Niestety, większość znajdowanych naczyń jest mocno zniszczona, zwłaszcza te ze stosunkowo miękkiego alabastru kalcytowego - dodaje pan Maciej. - W tym roku znaleźliśmy ich trochę między innymi w grobie 111 - dwa naczyńka baryłkowate, naczynie cylindryczne, misę. To rarytasy. Ale stanowisko obfituje też w kamienne przedmioty codziennego użytku. Są tu setki rozcieraczy, tłuczków, żaren z różnych surowców.

Pan Maciej podkreśla, że kamień w Tell el-Farcha był maksymalnie wykorzystywany. Nic się nie marnowało. Niemal każdy przedmiot, który ulegał uszkodzeniu, przerabiano na mniejszy, często o innej funkcji.

To tyle opowieści Macieja Jórdeczki. Kolejna notka będzie o przedmiotach krzemiennych. Opowiedziała mi o nich Urszula Stępień, studentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pani Ula już drugi sezon wspiera w pracach głównego w Tell el-Farcha specjalistę od krzemieni dr. Jacka Kabacińskiego, z poznańskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk.

 

 

 

 

 

00:26, joannagrabowska_net
Link
wtorek, 27 kwietnia 2010
Bardzo fajny grób znaleźliśmy

Tak powiedział mi przed chwilą Piotr Kołodziejczyk. - To znaczy, jeśli można tak powiedzieć o grobie - zreflektował się. Myślę, że można. Właściciel grobu usłyszałby uznanie w głosie archeologa. Nie wiem tylko, czy byłby zadowolony, że ruszane są jego kości. A te ogląda antropolog Anna Kozłowska. Na razie nie wiadomo, czy to szczątki kobiety, czy mężczyzny. Faktem jest, że na szyi zawieszony był naszyjnik z fajansu i karneolu. Ale to akurat kwestii płci nie rozstrzyga.

Grób ma numer 114. - Są w nim bardzo fajne rzeczy: naczynia ceramiczne i dwa bardzo ładne kamienne i równie ładna paleta - opowiadał mi Piotr. - Trudno jest do tego wszystkiego się dobrać, bo całość zalana jest gliną.

Archeolodzy bardzo wstępnie datują grób na czasy I dynastii. - Ale dokładnie określi to ceramolog, kiedy wyjmiemy z ziemi naczynia i dokładnie je obejrzy. Poza tym mamy też inny bardzo ciekawy i bardzo rzadki przedmiot. To fragment kościanej oprawy sierpa, naprawdę niespotykane znalezisko. Nie do końca wiemy, jak te krzemienne ostrza były w nim osadzone, ale jest to ewidentnie oprawa: wydrążona w środku, wygładzona z dwóch stron. Nie wiadomo z jakiego zwierza pochodzi kość, z której została zrobiona. W przyszłym roku powie nam to Renia Abłamowicz, która jest już w Polsce.

Co jeszcze słychać w Tell el-Farcha? Nadal odsłaniana jest mastaba. Zdjęcia będą robione najwcześniej jutro. Jak mówi Piotr wschodnia ściana jest już prawie w całości widoczna, ale do jej oczyszczenia jeszcze bardzo daleko. Zdobienia - jeśli są - nie mogły się jeszcze pokazać.

Piotr dodał, że jest jeszcze kilka wykopaliskowych smaczków. O nich jednak muszę porozmawiać z krzemieniarzami, np. z Maciejem Jórdeczką, który opowie mi np. o drapaczu z kwarcytu. W sprawie innych - np. wizyty u Francuzów i ich rewizyty - mam się zgłosić do dr. Marka Chłodnickiego.

Będzie zatem o czym pisać w następnych notkach. Na razie dodam tylko, że w Gazali znowu robi się coraz cieplej.  Archeologów pali słońce i tną komary. - Co gorsza, miejscowi napełniali dziś wodą kanały na polach. Dla nas to oznacza, że komarów będzie jeszcze więcej - narzekał Piotr. I wcale mu się nie dziwię.

Nie mam jeszcze zdjęć pasujących do tej notki, pokażę więc coś, a w zasadzie kogoś innego. A jutro dorzucę to, co z aktualności przyśle mi rano Piotr. Mówi, że o takiej porze dnia internet w Gazali całkiem nieźle działa. Gorzej jest wieczorem. W zasadzie źle, bo wtedy często łączności po prostu nie ma.

Oto kawałek ekipy pracującej w Gazali i na komie wschodnim. Od prawej stoją: Bartek Adamski, Ania Kubica i Karina Nowińska, studenci, Mohammed, inspektor egipski, obok niego robotnik o tym samym imieniu, Taka, szef gafirów, którzy czuwają nad bezpieczenstwem misji i jeden z gafirów. Fot. Robert Słaboński

Oto kawałek ekipy pracującej w Gazali i na komie wschodnim. Od prawej stoją: Bartek Adamski, Ania Kubica i Karina Nowińska, studenci, Mohammed, inspektor egipski, obok niego robotnik o tym samym imieniu, Taka, szef gafirów, którzy czuwają nad bezpieczenstwem misji, i jeden z gafirów.

Zdjecie: Robert Słaboński

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Wszystkie siły rzucone na kom wschodni

Na cmentarzysku wokół mastaby rozpoczęło się wielkie czyszczenie. To dlatego, że ekipa z Tell el-Farcha przygotowuje się do zdjęć grobowca. Jest imponujący, choć jeszcze nie do końca odsłonięty. Widać to na zdjęciach Piotra Kołodziejczyka i Roberta Słabońskiego, które niedawno dostałam.

Kom Wschodni. Fot. Robert Słaboński

To kom wschodni. Robert Słaboński zrobił je z dachu jednego z pobliskich domów. Zastanawiam się, czego wypatrują ptaki krążące nad pracującymi na cmentarzysku ludźmi. Wygladają dosyć niesamowicie

Pisałam już, że naukowców interesuje zwłaszcza jak wygląda wschodnia fasada mastaby. Może być zdobiona, ale czy jest? Miejmy nadzieję, że tak. Na razie ściana nadal skrywa się pod warstwami mułu. Jej oczyszczanie jest żmudne i z pewnością zabierze jeszcze dużo czasu, a tu sezon wkrótce się kończy. 6 maja archeolodzy zjeżdżają przecież do Polski... Stąd ta konieczność rzucenia wszystkich sił na kom wschodni.

Mam od Piotra trochę zdjęć z prac na cmentarzysku: mastaby, grobu nr 111, czyli tego w którym około pięć tysięcy lat temu została pochowana młoda kobieta, i ludzi, którzy tam pracują. Jest też wyraźniejsza uliczka wiodąca do grobowca i tajemnicze murki po jego wschodniej stronie.

Zdejmowanie nadkładu po stronie południowej mastaby. Fot. Robert Słaboński

Zdejmowanie nadkładu po stronie południowej mastaby. To po tej stronie archeolodzy znaleźli trzy kolejne groby. Jeden z nich skrywa się pod tą żółtą folią, którą widać na dalszym planie.

A tu, to samo miejsce co wyżej, ale „od drugiej strony”. Plantowanie, czyli oczyszczanie powierzchni obserwują prof. Krzysztof Ciałowicz i Piotr Kołodziejczyk (obaj są z prawej strony). Fot. Robert Słaboński

A tu, to samo miejsce co wyżej, ale „od drugiej strony”. Plantowanie, czyli oczyszczanie powierzchni obserwują prof. Krzysztof Ciałowicz i Piotr Kołodziejczyk (obaj są z prawej strony).

Doktor Joanna Dębowska Ludwin (z prawej) i studentka UJ Anna Kubica podczas wstępnej konserwacji naczyń, tkwiących jeszcze w grobie nr 111. Chodzi o to, by naczynia nie rozpadły się podczas wyjmowania ich z ziemi. Fot. Piotr Kołodziejczyk

Doktor Joanna Dębowska Ludwin (z prawej) i antropolog Anna Kozłowska podczas wstępnej konserwacji naczyń, tkwiących jeszcze w grobie nr 111. Chodzi o to, by naczynia nie rozpadły się podczas wyjmowania ich z ziemi.

Naczynia w datowanym na czasy wczesnodynastyczne grobie młodej kobiety. Fot. Piotr Kołodziejczyk

Naczynia w datowanym na czasy wczesnodynastyczne grobie młodej kobiety.

Widok na mastabę - od strony zachodniej. Fot. Piotr Kołodziejczyk

Widok na mastabę - od strony zachodniej. Ubiegłoroczne zdjęcia nie zapowiadały, że będzie to tak potężna konstrukcja.

Antropolog Anna Kozłowska i student UJ Bartosz Adamski wśrd tajemniczych murków, które „wyszły” przy mastabie. Fot. Robert Słaboński

Antropolog Anna Kozłowska i student UJ Bartosz Adamski wśrd tajemniczych murków, które „wyszły” przy mastabie.

Mohammed przy grobie 111. To jeden z najbardziej doświadczonych pracowników z Gazali. Fot. Piotr KołodziejczykAntropolog Anna Kozłowska podczas oczyszczania kości. Fot. Robert Słaboński

Mohammed, jeden z najbardziej doswiadczonych robotników z Gazali przy grobie 111. Obok: Antropolog Anna Kozłowska podczas oczyszczania kości.

Grupa robotników pracujących na komie wschodnim. Fot. Piotr Kołodziejczyk

Grupa robotników pracujących na komie wschodnim.

Poza tym do Gazali dotarli w sobotę Małgorzata Mrozek-Wysocka i Maciej Jórdeczka z Poznania. Będą opracowywać kamienie. Ich przylot opóźnił się z powodu dymiącego islandzkiego wulkanu. Dobrze trafili: w Tell el-Farcha nie ma już upiornego skwaru, który ostatnio mocno dał się we znaki archeologom.

Zdjęcia: Piotr Kołodziejczyk i Robert Słaboński

16:31, joannagrabowska_net , Na komie wschodnim
Link