środa, 07 kwietnia 2010
Złota Misja w Kairze

Podczas tegorocznej ekspedycji do Egiptu realizowany był jeszcze jeden projekt - w Muzeum Egipskim w Kairze. Miała bardzo ładny kryptonim - to tytułowa „Złota Misja”. Dotyczyła dalszych prac nad rekonstrukcją złotych figurek władcy i jego syna odkrytych w Tell el-Farcha w 2006 roku. Obie - obok kościanych figurek wotywnych odkrytych w tym samym roku - umieszczone są w stałych zbiorach kairskiego muzeum. To ogromne wyróżnienie.

Konserwator Włodzimierz Weker przy pracy. Fot. Robert SłabońskiPrzed wyjazdem do Kairu Władysław Weker (na zdjęciu obok), konserwator z Muzeum Archeologicznego w Warszawie, opowiedział mi jak pracował nad tymi zabytkami.

Opowieść jest długa, ale superciekawa. Dziś - pierwsza jej część - o tym, co było. Wkrótce - następna o najnowszych pracach. Dzisiejszą notkę uzupełniają archiwalne zdjęcia Roberta Słabońskiego. Fotografował prace konserwatorskie w poprzednich latach. W tym roku również. 

A teraz opowieść konserwatora.

- Po raz pierwszy zobaczyłem te figurki cztery lata temu, kiedy przygotowywana była wystawa w Kairze z okazji 70-lecia polskich misji archeologicznych do Egiptu - mówi Władysław Weker. - Właściwe była to blisko setka pogiętych, cieniutkich złotych blaszek. Miały grubość od 0,1 do 0,3 milimetra. Aż trudno uwierzyć, że ponad 5100 lat temu, ówcześni rzemieślnicy, potrafili wykonać coś tak precyzyjnego. Te blaszki na figurki robili ze złotych samorodków. Samorodki rozkuwali na płaskiej powierzchni czymś, co można nazwać kamiennym młotkiem. Trzeba to było robić na warstwie skóry i przez skórę, poprzez jakieś drewniane podkładki, żeby zrobiły się cienkie i gładkie. Odpowiednio przycięte zostały przybite miniaturowymi złotymi gwoździkami do drewnianych rdzeni figur. Te rdzenie oczywiście rozpadły się, blaszki uległy deformacji, wszystkie zapadły się i pogniotły. Z ziemi można je było wydostać tylko w postaci fragmentów.

Staroegipscy rzemieślnicy bardzo dbali o szczegóły. Fot. Robert SłabońskiO kunszcie rzemieślników świadczą detale: złote gwoździki były bardzo ładne. Miały kształt maleńkich klinów bez łebków o długości 4-5 mm. Na stopach figurek były wyraźnie zaznaczone paznokcie. Miały też bardzo ładnie zrobione oczy - z lapis lazuli. W tamtych czasach lapis lazuli sprowadzano wyłącznie z Afganistanu. Najmniejsze blaszki mierzy się w milimetrach kwadratowych, największe - fragmenty na nogach i korpusie dużej figurki - mają około 10 na 6-7 cm. Korpus dużej figurki obłożony był dwiema blaszkami - jedną z przodu i drugą z tyłu. Minimalnie na bokach zachodziły na siebie i w tych miejscach były mocowane do drewna tymi klinowymi gwoździkami.

Podczas rekonstrukcji figurek najwięcej problemów było z odtworzeniem kształtu blaszek a jednocześnie z dopilnowaniem, żeby się nie pokruszyły. To tak jakby ktoś chciał nadać pierwotny wygląd i kształt zgniecionej niemal w kulkę folii aluminiowej. Już samo rozwinięcie jej bez uszkodzeń jest trudne, a tu trzeba było odtworzyć wypukłości. A przede wszystkim trzeba było zgadnąć, jaka to część ciała figurki. Pierwszy krok zrobili archeolodzy - jeszcze na stanowisku. Wstępnie uzyskali kształty. Wiadomo było, że to dwa ludziki. Do mnie należało dopracowanie szczegółów i weryfikacja tego, co wstępnie zrobili archeolodzy. Okazało się wtedy, że nie wszystkie blaszki były na swoim miejscu.

Praca nad tymi zabytkami była bardzo drobiazgowa. Chodziło o to, żeby jak najwięcej fragmentów tych ludzików dopasować do całości i wykleić tę złotą folię na jakimś korpusie. Żeby odzyskać kształt blaszek robiłem najpierw przybliżony rdzeń, na który te blaszki przykładałem. Na nim prostowałem delikatnie zagięcia. Potem robiłem kolejny rdzeń, bardziej dopasowany. Znowu prostowałem blaszki i znowu robiłem nowy rdzeń. Powtarzałem to do chwili otrzymania w miarę wiernego kształtu figury.

Dodatkowa trudność polegała na tym, że figurki władców nie mają żadnej analogii. Są wyjątkowe i trudno je do czegokolwiek porównać. Kłopot sprawiały nawet głowy. Wiadomo, generalnie sa okrągłe, ale... nie w tym przypadku. Tu są owalne i mają specyficznie wymodelowany tył. Zresztą, obie figury są lekko stylizowane. Mają wydłużone nogi i ręce w stosunku do korpusu i prawdziwych proporcji człowieka.

Poza tym, z obserwacji kamiennych posągów wiadomo, że starożytni Egipcjanie mieli swój sposób przedstawiania postaci władców - np. postaci stojące miały wysuniętą do przodu jedną nogę. W przypadku tych figurek pojawił się więc dylemat - czy te nogi były zestawione razem, czy w wykroku, jak to działo się znacznie później, np. w Starym Państwie. Niby drobiazg, ale bardzo ważny. Bo jeśli już w czasach wczesnodynastycznych pojawiłaby się ta wysunięta noga, to byłby to bardzo ważny sygnał dla archeologów badających historię przedstawień faraonów. Później okazało się jednak, że te figurki miały nogi ustawione razem.

Najtrudniejsze było wygładzanie pogniecionych blaszek. Fot. Robert SłabońskiPrace w muzeum prowadziliśmy cały czas pod presją czasu. Figurek mogliśmy dotykać tylko w muzealnej pracowni konserwatorskiej. Tam prace rozpoczynaliśmy dopiero o godzinie 10, a kończyć je należało o godz. 14. Czas kontaktu z zabytkiem skracał się nam zwykle do czterech czasami pięciu godzin. Wynikało to z drastycznych obostrzeń obowiązujących w muzeum. Ale i tych kilka godzin pracy, prawdziwie jubilerskiej, czuło się w kościach. Ciągle przy lupie, z pęsetą w dłoni. Ale, choć było to męczące, siedzielibyśmy dłużej. Zresztą pracować trzeba było także po powrocie do mieszkania. Przygotowywałem tam odlewy rdzenia na następny dzień. Jeszcze w pracowni robiłem model z białej plasteliny artystycznej. Ponieważ jest za miękka, żeby pracować na niej z blaszkami, w domu robiłem z niego formę gipsową i dopiero wtedy odlewałem model woskowy. Na tym ostatnim rozkładałem w Muzeum blaszki i uzupełniałem plasteliną braki korpusu, albo skrobałem wosk tam, gdzie było go za dużo. Następnego dnia czynności powtarzałem, bo potrzebny był już najświeższy model korpusu.

Na wystawę 70-lecia zdążyliśmy jednak przygotować przybliżone kształty obu figurek. Tyle że potem okazało się, że części blaszek jednak brakuje - zwłaszcza przy figurce syna władcy. Nie ma całej przedniej części klatki piersiowej, choć przed wystawą wydawało się, że jest. Po dokładniejszym zbadaniu, jakieś pół roku później, doszedłem do wniosku, że to co wziąłem za koszulkę małej figurki było elementem nogi dużej. Przed wystawą prace konserwatorskie koncentrowały się jednak na tej małej figurce. Dlatego mogła stać. Duża leżała, bo nie miała jeszcze zrobionego korpusu. Folie jednak odzyskały swoje kształt, dlatego można było je pokazać.

Praca przy tych zabytkach to niesamowita satysfakcja. Wydarzenie, które w moim życiu pewnie się już nie powtórzy. Nie mamy przecież dostępu do najcenniejszych obiektów egipskich. Zwykle możemy oglądać je tylko przez szybę. A tu miałem szansę wziąć w ręce prawdopodobnie najstarsze tak cenne znalezisko w Egipcie. Bardzo ciążyła mi świadomość, że jak coś popsuję, to przez następne pokolenia będą mnie wytykać palcami, że przyjechał taki z Polski i napsocił.

W tej chwili obie figurki mogą już stać. Są cały czas na wystawie w muzeum w Kairze. Ale duży władca nadal leży. Tak zdecydowali Egipcjanie. Stwierdzili, że pewien element anatomiczny, fallus, jest za bardzo wyolbrzymiony. Ich zdaniem, mniej jest czytelny, gdy figura leży.

Tyle opowieści. Co konserwatorzy robili z figurkami w tym roku, napiszę w jednej z następnych notek. A teraz zapraszam do oglądania slajdów z prac konserwatorskich. Zdjęcia zrobił oczywiście Robert Słaboński.

piątek, 26 marca 2010
Tajemniczy Tell el-Murra

Widok na pole - w głębi nowe stanowiskoEkipę w Tell el-Farcha zasiliła właśnie grupa archeologów, która rozpoczęła wykopaliska na nowym stanowisku - Tell el-Murra. Nie miałam dotąd okazji napisać o tym, ale najwyższa pora nadrobić zaległości.

A informacja jest bardzo ciekawa. Stanowisko Tell el-Murra leży, podobnie jak Tell el-Farcha, w Delcie Nilu. W linii prostej położone jest około 10,5 km na wschód. Ponieważ jednak teren pocięty jest gęstą siecią kanałów, dojazd z Tell el-Farcha zabierał nawet 50 minut.

Taka codzienna strata czasu byłby nie do pomyślenia, a i „pojemność” bazy w Gazali jest ograniczona. Siedmioro Polaków z Uniwersytetu Jagiellońskiego pod wodzą dr. Mariusza Juchy, zamieszkało więc w dniach 27 lutego – 24 marTu za  chwilę rozpoczną się praceca w wynajętym domu w wiosce Abu Umran oddalonej od Tell el-Murra około kilometr. Byli to: archeolodzy: Grzegorz P ryc, Michał Wasilewski, Katarzyna Błaszczyk i Artur Buszek oraz studenci: Magdalena Kazimierczak, Natalia Małecka i Bernard Ronka. Ich dzień pracy  wyglądał podobnie jak ekipy w Gazali: przed godz. 7 ładowali na samochód sprzęt i wyjeżdżali na stanowisko. Od 10 do 10.30 mieli przerwę śniadaniową – posilali się zwykle na samochodzie. Około godz. 13.30 wracali do swojej bazy. Obiad, który zwykle przygotowywali sobie sami, jedli około 14.30. Później był czas na badanie i dokumentowanie znalezisk. W wykopaliskach pomagało im około dziesięciu miejscowych robotników. Jak się pracowało? – Pierwszego dnia padało, przez wiele następnych były upały. Zdarzały się dni, kiedy I  mamy pierwszy wykoptemperatura sięgała 35-40 st. C. Dopiero pod koniec prac

trochę się ochłodziło, ale i tak było około 24 stopni – relacjonuje dr Jucha.

Tell, czyli wzniesienie, na którym znajduje się stanowisko nie jest duży. Mierzy ok. 180 na 200 m. Wystaje na trzy-cztery metry ponad powierzchnię otaczających go pól ze zbożem, pomidorami i soczewicą. Najwyższy jest w części północnej, niższy - w południowej i zachodniej. Archeolodzy z Krakowa byli tam już w 2008 roku. – Ale z robiliśmy wtedy tylko badania powierzchniowe. Na podstawie fragmentów ceramiki, które znaleźliśmy dosłownie na powierzchni, zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie w tym roku regularnych prac – mówi dr Jucha. – Naszym głównym celem było dokładne określenie chronologii stanowiska. To dlatego, że po rozpoznaniu sprzed dwóch lat przypuszczaliśmy, że stanowisko jest współczesne temu w Tell el-Farcha.

Tegoroczne sondażowe wykopy pokazały, że przypuszczenie było właściwe, bo Tell el-Murra była zamieszkana co najmniej w okresie 3100-2300 p.n.e., czyli w okresie wczesnodynastycznym i potem Starego Państwa. - Ale nie jest wykluczone, że także wcześniej - przynajmniej od połowy IV tysiąclecia. Mamy już pewne świadczące o tym przesłanki, ale za wcześnie mówić o szczegółach – dodaje dr Jucha. – Poza tym ta osada najwyraźniej była też dłużej zamiesz kana. W Tell el-Farcha ostatnie ślady osadnictwa pochodzą z III-IV dynastii Starego Państwa, a w Tell el-Murra – jeszcze z drugiej połowy tego okresu.

Naukowcy już teraz się cieszą, że badania Tell el-Murra dostarczą im materiału porównawczego do tego, który został znaleziony w Tell el-Farcha. Poza tym zależy im na rozpoznaniu struktury osadniczej we wschodniej części Delty Nilu w czasach formowania się państwa egipskiego. Chcą też określić relacje między poszczególnymi osadami: czy wokół Tell el-Farcha są jakieś starożytne osady o podobnym znaczeniu, czy tylko mniejsze i zależne. – Wokół jest sporo takich stanowisk, a to oznacza, że ta część Delty była w starożytności dosyć mocno zasiedlona – mówi dr Jucha.

W tym roku wykopy na Tell el-Murra sięgnęły głębokości 1,5-1,7 metra. - Odsłoniliśmy już skromne pozostałości zabudowy, choć na razie to nic imponującego, i dużo charakterystycznej ceramiki, pozwalającej na datowanie warstw. Były formy chlebowe, trochę dzbanów na piwo, a zwłaszcza wylewy tych naczyń – kończy relację dr Jucha. – Są tu jak na razie wył ącznie ślady po osadzie. Cmentarzyska nie znaleźliśmy i raczej się go nie spodziewamy. Tyle, że w archeologii już tak jest, że nigdy nie wiadomo, co się znajdzie pod ziemią. Najważniejsze, że mamy już jakiś materiał i że zaczęliśmy. Bo na pewno warto na tym stanowisku dalej pracować. Zwłaszcza, że nie dotarliśmy jeszcze do tych warstw najstarszych.

I jeszcze kilka słów o zdjęciach. Właściwie układają w taką historyjkę Śniadani, ale nie na trawie...obrazkową: * było pole, * w polu pagórek, * a na tym pagórku halfa, * przyjechali archeolodzy z robotnikami, * halfę wycięli, * i zrobili w pagórku głębokie wykopy... Autorami zdjęć są: Mariusz Jucha i Grzegorz Pryc.



 

 

 

 

 

 

 

 

 Śniadanie, ale nie na trawie... a na zdjęciu niżej - dudek, zamieszkał w archeobazie na waleta

Dudek zamieszkał w archeobazie na waleta

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

15:07, joannagrabowska_net , Dalej niż w Tell el-Farcha
Link
niedziela, 21 marca 2010
Sudan nie Egipt, ale był tam kurhan wspaniały

Bardzo lubię nasze czasy. Dają wiele możliwości - na przykład prowadzenie egipskiego blogu z Polski, albo tak jak teraz... z Hiszpanii. Na lotnisku ponadrabiałam trochę zaległości.

To baza naszych archeologów w Sudanie. Fot. Marek Chłodnicki

To baza archeologów w Sudanie.

W zeszłym tygodniu napisałam, że dr Marek Chłodnicki przyjechał do Tell el-Farcha wprost z Sudanu. Najwyższa pora napisać, co tam robił. Zwłaszcza, że opowiedział mi o tym i przysłał zdjęcia. Bardzo ciekawe.

Widok na zalane tereny. Fot. Marek ChłodnickiDr Chłodnicki kierował grupą naukowców z Muzeum Archeologicznego w Poznaniu, którzy uczestniczyli w akcji ratowania zabytków archeologicznych przy IV katarakcie. To był ostatni rok ich prac – jak się okazuje bardzo udanych.

W Hagar el-Beida dokończyli badanie niezwykłego meroickiego kurhanu. – To było już nasze czwarte podejście do niego, bo odkryliśmy go pięć lat temu. Prace musieliśmy trzy razy przerywać z powodu kłopotów z miejscową ludnością. Miała być wysiedlona z tego terenu z powodu budowy tamy, ale nie chciała się na to zgodzić. A ponieważ byliśmy tam jedyni z jakichkolwiek służb, to na nas wywierali presję  – opowiada dr Chłodnicki. W tym roku wszystko się uspokoiło i kurhan można było wreszcie badać.

Tego typu budowli archeolodzy dotąd nie znaleźli w rejonie IV katarakty. Była duża. Miała około 30 m średnicy i sześć wysokości. Całość otoczona była jeszcze kamiennym obwałowaniem wysokim na dwa metry. – Niestety grobowiec był wyrabowany już w starożytności – żałuje dr Chłodnicki. - Mimo to znaleźliśmy w nim jeszcze osiem brązowych naczyń i trzy pierścienie – również z brązu - które świadczą o wysokiej randze zmarłego. Podejrzewamy, że był to mężczyzna, bo w komorze grobowej znaleźliśmy pęk strzał, a raczej ich grotów. Kościec był tak zniszczony, że na jego podstawie nie można było ustalić płci.

Konstrukcja grobowca była bardzo nietypowa. Miał dwie komory grobowe wymurowane z cegieł mułowych i również murowany pionowy szyb. Takiego kurhanu w północnym Sudanie jeszcze nie było.

Zestaw znalezionych w nim naczyń także nie był typowy dla wyposażenia grobowego. Misy i czerpak były wspaniale zdobione w kwiaty lotosu, ureusze i żaby. - Tylu i tak zdobionych naczyń na tym terenie dotąd nie znaleziono – podkreśla dr Chłodnicki.

W grobowcu były także trzy ceramiczne również zdobione dzbany na piwo.

Prace przy niezwykłym kurhanie. Fot. Marek Chłodnicki

Prace przy niezwykłym kurhanie.

I kurhan, i naczynia naukowcy datują na drugą połowę IV wieku. Był to schyłek państwa meroickiego. Okazało się, że było gęsto zamieszkane przez chrześcijan. Pozostały po nich liczne cmentarzyska – rodzinne, z kilkunastoma tylko grobami i duże w pobliżu fortyfikacji.

Prace przy niezwykłym kurhanie. Fot. Marek Chłodnicki

Nasi naukowcy pracowali w Sudanie od 2003 roku. Polska koncesja obejmowała 45 km odcinek Nilu. Całość liczyła 150 km – pracowały tam także ekipy archeologów z innych krajów.

W komorze grobowej. Fot. Marek Chłodnicki

W komorze grobowej.

I jeszcze kilka słów o zdjęciach. Zrobił je dr Chłodnicki. Przedstawiają bazę archeologów w Sudanie, prace przy kurhanie i widok na tereny już zalane przez spiętrzone wody Nilu. Na jednej z fotografii widać "kurhan na wyspie". To inny i znacznie mniejszy grobowiec, niż ten, o którym opowiadał mi - a właściwie nam - dr Chłodnicki.

Komory grobowe. Fot. Marek Chłodnicki

Komory grobowe.

Naczynia z wyposażenia grobowego. Fot. Marek Chłodnicki

Naczynia z wyposażenia grobowego.

Naczynia z wyposażenia grobowego. Fot. Marek Chłodnicki

Inny kurhan - na wyspie. Jest mniejszy od badanego w tym roku. Ma ok. 10 m. średnicy. Fot. Marek Chłodnicki

Inny kurhan - na wyspie. Jest mniejszy od badanego w tym roku. Ma ok. 10 m. średnicy.

Zdjęcia: Marek Chłodnicki

15:05, joannagrabowska_net , Dalej niż w Tell el-Farcha
Link